|
Konstanty Wiazowski
|
|
31 grudnia 2011 |
|
Dorji Sangay spogląda w zakratowane okno, powtarzając teksty biblijne. Kilka lat temu jego ludzie nie mieli pojęcia o modlitwie, nie mieli tekstów biblijnych w swoim języku. Teraz uczył swoich rodaków, zwiastował im ewangelię i trafił za to do więzienia.
„Pozyskaliśmy dla Pana wielu ludzi, wielu z nich ochrzciliśmy, powstały nowe zbory” – powiada. W ostatnich latach tak wiele zmieniło się w tym kraju. W 2001 roku baptyści ogłosili Międzynarodowy Dzień Modlitwy i Postu o Bhutan. Modlili się o tłumaczenie Biblii i większą wolność religijną. W środku lat 1990-tych Bhutan zdelegalizował chrześcijaństwo, ale w 2000 roku pojawiło się więcej wolności, choć prozelityzm jest zabroniony, nie wolno obchodzić jakichkolwiek świąt poza buddyjskimi. Bhutan z nakazu króla stał się demokracją, można tam wierzyć w Jezusa, ale nie wolno o Nim opowiadać. Za wyświetlanie chrześcijańskich filmów pewien człowiek został skazany na trzy lata więzienia. W ostatnim dziesięcioleciu Nowy Testament został przetłumaczony na trzy różne języki tego kraju. Jest to pierwsza książka w tych językach. W grupie Sangaya jest tylko kilkaset wierzących, każdy z nich posiada Nowy Testament i umie go czytać. Jeden człowiek w pół roku założył siedem zborów. Jeden z nich znajduje się we wsi oddalonej o dwa dni drogi. Gdy się ich odwiedza, są oni bardziej prześladowani. Kiedykolwiek wierzący zbierają się w jakimś domu, natychmiast wyłączają im światło i wodę. Te małe zbory składają się wyłącznie z tubylców. „Nie przestawajcie modlić się za nas, bo pracy mamy wiele” – prosi Sangay (asiastories.com). |