|
Wielokrotnie w Biblii czytamy zachętę do modlitwy. Jezus się modlił, choć przecież sam był Bogiem, modlili się prorocy, apostołowie i mnóstwo innych osób. Paweł wręcz powiada: „Bez ustanku się módlcie”. Wszystko to zawsze przyjmowałem, ale z czasem zaczęło się we mnie rodzić coraz więcej pytań dotyczących modlitwy właśnie.
Skoro Bóg wszystko wie, to po co ja mam Mu jeszcze mówić to, czego On już wcześniej jest świadom? Po co się modlić, by Bóg coś zrobił, skoro i tak On to zrobi, jeśli uzna daną rzecz za słuszną lub tak nie uczyni, jeśli stwierdzi inaczej? Po co dzielimy się prośbami modlitewnymi z innymi? Czy zdobycie jak największej ilości modlących się o daną sprawę zwiększa statystycznie szansę na jej uzyskanie? Czy pojedyncza modlitwa zanoszona w samotności skazana jest z góry na przegraną? Dlaczego Bóg czasem wysłuchuje banalnych próśb, a wielkie i poważne zostawia bez odpowiedzi? Zadając sobie te pytania, które być może i Ty drogi Czytelniku sobie stawiasz, byłem w impasie. Z jednej strony wiedziałem, że powinienem się modlić i się modliłem, z drugiej natomiast intelektualnie wołałem o zrozumienie, o jasne wyjaśnienie sensu tej dyscypliny duchowej. Na domiar złego definicja modlitwy, którą często przedstawiamy, nie tylko nie pomagała, ale jeszcze bardziej zaciemniała obraz. „Modlitwa jest rozmową z Bogiem” - często mówimy. Ale w rozmowie mówi raz jedna, raz druga osoba, a ja tej drugiej nie słyszałem. Spotykałem osoby, które twierdziły, że dosłownie słyszą uszami głos Boży, ale ja w czasie moich codziennych modlitw tego nie doświadczyłem, ani większość znanych mi chrześcijan.
Rozmyślając tak nad tą kwestią doszedłem do wniosku, iż większość tych pytań wynika z faktu, że patrzyłem na modlitwę w sposób techniczny, a modlitwa przecież jest wyrazem relacji, a nie zespołem reguł. Dlatego też nie da się dla modlitwy znaleźć zasady, która opisywałaby, w jaki sposób się modlić, by uzyskać oczekiwany skutek (wiem, wiem, modlitwa z postem ma „większą sile rażenia”, ale czy prośby w ten sposób zanoszone zawsze są spełnione?). Patrząc na modlitwę z perspektywy relacji, pytania zadane na początku, choć w pierwszym momencie problematyczne, stają się czymś oczywistym, ze zrozumieniem czego nie mamy problemu w innych relacjach. Bo np. jeśli chodzi o mówienie Bogu o czymś, czego On już jest świadom, to czy w relacji z bliskimi, jeśli coś przeżywamy, nie powtarzamy im tego samego po kilka razy na rożne sposoby? Poza tym relacjonując coś Bogu czy komukolwiek innemu, przekazujemy swój punkt widzenia, opowiadając ukazujemy drugiej osobie swój zbiór wartości.
Ponieważ modlitwa jest częścią relacji między Bogiem a człowiekiem, a nie reguł, to można ją śmiało porównać do związku dziecka z rodzicem (sam Jezus to czyni). Nie wszystkie prośby dziecka są wysłuchiwane. Czasem z perspektywy dziecka dana rzecz jest w każdym aspekcie bardzo dobra i nie jest ono w stanie zrozumieć, dlaczego kochający ponoć rodzic nie chce spełnić dobrej prośby. Rodzic jednak, w odróżnieniu od dziecka zdaje sobie sprawę z różnych zagrożeń i konsekwencji pewnych działań i to on decyduje, co da a co nie. Dlatego tak ważne jest, by mając wiarę, mieć ją w dobroć Boga i w to, że to On podejmie odpowiednią decyzję. Podobnie ma się rzecz, jeśli chodzi o prośby zanoszone za siebie nawzajem. Bóg, jeśli uzna daną prośbę za słuszną, to ją wysłucha a jeśli nie, to nawet jeśli wszyscy chrześcijanie by się o daną rzecz modlili, to i tak tego nie spełni (no chyba, że uzna iż spełnienie przyniesie jakieś dobro). Można zapytać zatem, po co dzielić się z innymi prośbami modlitewnymi? Ponownie relacja rodzic- dziecko może dostarczyć nam cennego porównania. Jako ojciec niezmiernie się cieszę, gdy jeden z synów przychodzi i prosi mnie o coś dla drugiego. Moja odpowiedź może być negatywna, ale me serce skacze w środku z radości widząc, jak jeden wstawia się za drugim. Buduje to też relacje między dziećmi. Widzą, że mogą liczyć na siebie, i że zależy im na sobie. Myślę, że Bóg również niezmiernie się cieszy, gdy przychodzimy do Niego prosząc o innych. Udowadniamy wówczas, że ofiara Jezusa prawdziwie nas jednoczy i spaja w jedną rodzinę. Dodatkowo buduje to głębsze relacje w kościele pokazując, że zależy nam wzajemnie na sobie.
A co z tą definicją modlitwy? – może ktoś zapytać. No właśnie, czy w Biblii zwrot „modlić się” oznacza rozmawiać? Ja takiego znaczenia nie znalazłem. Słowo tłumaczone, jako „modlić się” można tłumaczyć także, jako „prosić, błagać”. Już samo pole znaczeniowe tego słowa wskazuje, że modlitwa jest jednokierunkowa – do Boga. Bóg nie może się do nas modlić. Gdybyśmy twierdzili, że modlitwa jest dialogiem to oznaczałoby to, że zarówno nasze prośby są modlitwą, jak i są nią również Boże odpowiedzi, co jest jakimś nieporozumieniem. Bóg nie może się modlić, a skoro tak, to modlitwa nie jest rozmową z Bogiem tylko wołaniem, albo mówieniem do Boga. Nie chciałbym być tu źle zrozumiany. Nie jestem przeciwko cichemu czasowi z Bogiem, ani przeciwko chwilom, kiedy oczekujemy na prowadzenie nas przez Boga w odpowiednim rozumowaniu czy postępowaniu. Jestem jednak przeciwnikiem zaciemniania rzeczy przez nasz kościelny język i tworzenia w kościele niepotrzebnych nieporozumień. Bo czy nie wygląda to śmiesznie, gdy np. pastor na kazaniu mówi, że modlitwa jest rozmową z Bogiem, po czym zaczyna się modlić i po swojej wypowiedzi nie czeka na odpowiedź z nieba, tylko przechodzi do kolejnego punktu nabożeństwa? My też tak postępujemy. „Modlitwa jest rozmową”, mówimy a potem dziękujemy Bogu przed posiłkiem za dary, jakie nam daje i po końcowym „amen” nikt już nie czeka na Boskie „proszę”, „na zdrowie” albo „smacznego”, tylko zabiera się do jedzenia, niekulturalnie ignorując dalszą rozmowę. Oczywiście rozumiem intencje promotorów tego poglądu i je w 100% popieram. Chodzi o to, by nasza relacja z Bogiem nie ograniczała się tylko do koncertu życzeń, ale aby był to czas rozmyślania, szukania Bożego prowadzenia, pozwalania Mu na zmienianie nas. Jednak mając dobre zamiary, niepotrzebnie komplikujemy koncepcję modlitwy tworząc u innych, niezaznajomionych z „naszym językiem” wrażenie i oczekiwanie, że w czasie modlitwy lub tuż po niej Bóg mówi do nas słyszalnym fizycznie głosem. Tak jak jedna osoba z autentycznym żalem wyznała mi, że jeszcze nigdy w życiu nie usłyszała mówiącego Boga. Modlitwa nie jest dialogiem, ale zwracaniem się człowieka do Boga, w którym to stworzenie wyraża uwielbienie Boga i zachwyt nad Nim. Jest to czas, kiedy przedstawia swoje prośby, wstawia się za innymi i dziękuje Bogu za Jego cechy i Jego działanie.
Podsumowując, modlitwa jest jednym z elementów naszej relacji z Bogiem, naszym niebiańskim Ojcem. Dlatego módlmy się jak najczęściej, mówmy do Niego, wzywajmy Go, gdyż jest to wielki przywilej nam dany. Módlmy się także o innych, ale w tym wszystkim zostawmy Bogu decyzję, mając wiarę w to, iż On wie najlepiej i w to, że jest dobry.
|