English English    
     
P... jak prześladowania chrześcijan (w starożytności) (2) PDF Drukuj Email
Krzysztof Kossarzecki   
29 grudnia 2004

autor - Krzysztof Kossarzecki

Kościół dostrzegał to nastawienie tłumów, a najlepiej ujął je piszący pół wieku później Tertulian: „Jeśli Tyber zaleje mury miejskie, jeśli Nil nie wylewa na pola, jeśli niebo stanie i nie daje deszczu, jeśli ziemia się trzęsie, jeśli głód, jeśli zaraza, zaraz słychać okrzyki: Chrześcijanie lwom!”

Prześladowania Domicjana

Przez dłuższy okres po śmierci Nerona nie słychać nic o prześladowaniach. Według chrześcijańskiej tradycji (Ireneusz, Tertulian, Euzebiusz z Cezarei) wszcząć je miał, i to na obszarze całego państwa, cesarz Domicjan [81-96]. Niewiele jednak o nich wiemy. Cesarz był znienawidzony przez swoje otoczenie i arystokrację senatorską. Sam zaś odpłacał nieustannym nękaniem przedstawicieli tych warstw, a w pewnym momencie wysunął oskarżenie o ateizm i przyjmowanie zwyczajów żydowskich przeciwko m.in. Flawiuszowi Klemensowi będącemu kuzynem cesarza i jego żonie Flawii Domitylli, cesarskiej siostrzenicy. Posypały się wyroki śmierci i wygnania. Uleganie wpływom judaizmu (iudaica superstitio) było czymś karygodnym, zwłaszcza że dotyczyło otoczenia władcy. Wydaje się jednak, że oprócz tego wobec wielu osób istniało podejrzenie także o spiskowanie przeciwko Domicjanowi. Wplątanie w to wątku żydowskiego mogło ściągnąć ze strony chorobliwie podejrzliwego władcy represje także i na chrześcijan. Jako pierwsi odczuć je mogli ci znajdujący się najbliżej, w Rzymie. Pisany za czasów Domicjana List Klemensa Rzymskiego do zboru w Koryncie wspomina o nieszczęściach, jakie właśnie spadły na zbór w mieście Rzymie. Możliwe, że wypadki w stolicy pociągnęły za sobą jakieś wystąpienia władz rzymskich przeciwko Żydom i chrześcijanom w prowincjach, w których było ich szczególnie wielu. W tym czasie został wygnany na wyspę Patmos Jan apostoł, a napisana wówczas Apokalipsa obfituje w obrazy przedstawiające męczenników. Euzebiusz z Cezarei [żyjący w latach ok. 265-ok. 340] wspominał w swojej Historii Kościelnej (ks. III. 20), że Domicjan dowiedziawszy się, że żyją nadal wnukowie Judy, brata Jezusa, wezwał ich przed swoje oblicze, by dowiedzieć się, czy jako potomkowie Dawida nie mają zamiaru stanąć na czele kolejnej mesjanistycznej rewolty w Palestynie. Gdy jednak zobaczył, że są to spokojni, prości i spracowani rolnicy uwolnił ich i nakazał zaprzestać prześladowań. Wątpić należy, że doszło do takiego zdarzenia, ale wskazywać ono nam może, że Domicjan bardziej zainteresowany był działaniami przeciwko Żydom niż chrześcijanom, a tym ostatnim dostało się niejako przy okazji. Oskarżenia osób mu bliskich dotyczyły bowiem uleganiu judaizmowi a nie chrześcijaństwu, chociaż późniejsza kościelna tradycja widziała w Flawii Domitylli chrześcijankę.

Prześladowania Trajana

Zaraz po zamordowaniu Domicjana senat rzymski potępił jego pamięć, a też odwołano wydane za jego czasów wyroki wygnania. Wtedy miał z Patmos powrócić apostoł Jan. Kolejne dziesięciolecia, już wieku II, przyniosły szybki wzrost liczebny Kościoła. Chrześcijanie, jako odrębna grupa, stali się bardziej widoczni. Władze rzymskie nadal jednak nie miały wypracowanego wobec nich stanowiska prawnego i z tego względu do prześladowań dochodziło lokalnie i z inicjatywy oddolnej. Pamiętać musimy, że opieramy się na bardzo skąpych przekazach, o wielu incydentach wiemy bardzo niewiele, a przyznać musimy też, że o mnóstwie przypadków lokalnych wystąpień antychrześcijańskich nawet nic nie wiemy. Z oskarżeniami wobec wyznawców Chrystusa występowali nie tylko poganie. Jak poświadcza Euzebiusz z Cezarei (ks. III, 32), już w czasach cesarza Trajana [98-117] donosili na nich również heretycy, co byłoby świadectwem ciężkich sporów i zacietrzewienia w niektórych zborach. Tym sposobem doszło do wielu procesów i wyroków śmierci. Ale i z powodu wielu innych przyczyn dochodziło do lokalnych wystąpień w miastach przeciwko chrześcijanom, skutkiem których zapewne były ofiary śmiertelne. W czasie jednego z takich tumultów został w Antiochii aresztowany tamtejszy biskup Ignacy, a następnie pod pilną strażą dziesięciu żołnierzy wraz z innymi więźniami odesłany do Rzymu. Podczas swej długiej drogi pisał do napotykanych zborów listy pasterskie, które zachowały się do dziś. Ignacy był pewien śmierci męczeńskiej, ale wręcz prosił, szczególnie współbraci w Rzymie, by nie podejmowali starań w celu uwolnienia go od niej. Ignacy zginął najprawdopodobniej w roku 107 na arenie w Rzymie podczas wielkich igrzysk, które Trajan wyprawił z okazji zwycięstwa nad Dakami. Zginęło wówczas 10 tys. gladiatorów i 11 tys. dzikich zwierząt.

Z czasów Trajana najdokładniej znamy prześladowania, do jakich doszło w Bitynii i Poncie (północna część dzisiejszej Turcji) w latach 111-112. Zostały one wszczęte przez przyjaciela cesarza Pliniusza Młodszego, który został namiestnikiem tych ziem. Był skrupulatnym urzędnikiem i starał się poważnie traktować swoje obowiązki. O działaniach Pliniusza wiemy z zachowanych jego listów do cesarza, w których prosił o poradę, jak postępować wobec chrześcijan. Jest to dowód na to, że nie istniało wówczas żadne ogólne prawo normujące ich problem. Pliniusz przyznawał, że o wyznawcach nowej religii dowiedział się z anonimów mu przysyłanych, a zjawili się także donosiciele skarżący na nich. Pod ich wpływem dojrzał, jak wielu jest ich w prowincji, jak wielu obywateli z wyższych lokalnych sfer do nich przystąpiło i jak na skutek tego upadł kult dawnych i prawowitych bogów. Śledztwo rozpoczął od pytania oskarżonych, czy są chrześcijanami. Jeśli się przyznawali, skazywał ich na śmierć. Swoistym sprawdzianem było postawienie podejrzanym wymogu kultowego zwrócenia się do pogańskich bogów oraz złożenia przed ich i cesarza ołtarzami ofiar z kadzidła i wina. Dodatkową próbą było wezwanie ich do złorzeczenia Chrystusowi, czego, jak twierdził namiestnik, prawdziwi chrześcijanie nigdy nie uczynią. Wielu zaparło się wiary w obliczu śmierci. Pliniusz chciał się dowiedzieć szczegółów o tajemnych spotkaniach chrześcijan, o których krążyły legendy. Rzymianie niezmiernie się bali wszelkich takich spotkań, stowarzyszeń, a nawet legalnych prób stworzenia np. zrzeszeń do gaszenia pożarów w miastach. Dopatrywali się w tym groźby organizowania spisków i wystąpień w prowincjach, tym groźniejszych, że siły do ich tłumienia trzeba by było ściągać z dalekich nadgranicznych obozów legionowych. Pliniusz chyba był bardzo zdziwiony, kiedy ujęci chrześcijanie powiedzieli mu, że zgromadzają się rankiem w określonym dniu, śpiewają pieśni ku czci Chrystusa jako Boga, zobowiązują się unikać czynienia wszelkich niegodziwości. Aby się upewnić, czy to jest prawdą, namiestnik zastosował wypróbowaną metodę. Wziął na tortury dwie niewolnice-chrześcijanki, które nazwane są w tekście ministrae – usługujące. Były to zapewne diakonisy w miejscowym zborze. Potwierdziły one poprzednie zeznania. Pliniusz w końcu stwierdził, że chrześcijanie nie są winni zarzucanych im zbrodni i w końcu swoje dochodzenie skwitował słowami: „Nie znalazłem nic innego, jak tylko niegodziwy i nie umiar-kowany zabobon (superstitio)”. I w tym leżała prawdziwa wina chrześcijan. W innym miejscu namiestnik określa ich jako zarazę, która strasznie się rozpleniła. Poza tym winni są niezwykłego uporu w trwaniu w swoich przesądach i krnąbrności aż do śmierci. Zakłopotany Pliniusz odroczył w końcu śledztwo i zwracał się z prośbą o poradę do cesarza: „Czy przebacza się tym, którzy żałują swoich czynów? Czy temu, który w ogóle był chrześcijaninem nie pomaga to, że odstąpił od swej wiary? Czy samo miano „chrześcijanin” – jeśli byłoby wolne od czynów występnych – podlega karze, czy też dopiero występki z nim związane?”.

Odpowiedź Trajana

Niezwykle istotna dla naszego problemu jest odpowiedź Trajana. Pochwalał on postępowanie Pliniusza. Wskazywał jednak, że chrześcijan wyszukiwać nie należy. Gdyby jednak komuś udowodniono bycie chrześcijaninem, należy go karać. Jeżeliby jednak zaprzeczył, że nim jest i potwierdził to modłami i ofiarami dla starych bogów, to należy mu przebaczyć i uwolnić, choćby były podejrzenia co do jego przeszłości. Nie należy jednak przyjmować anonimów w żadnej sprawie. Musimy jasno zaznaczyć, że list Trajana w żadnym wypadku nie ustanawiał jakichkolwiek reguł prawnych co do postępowania z chrześcijanami. Było to tylko cesarskie zalecenie dla konkretnego urzędnika. Inni urzędnicy rzymscy mogli się powołać na wyrażoną w nim wolę, ale mogli też całkowicie ją zignorować. Podobną, ale jeszcze bardziej tolerancyjną opinię w sprawie chrześcijan znamy z czasów cesarza Hadriana [117-138], wyrażoną w liście do prokonsula Azji Minucjusza Fundanusa. Na pozór były to wytyczne bardzo korzystne dla chrześcijan i zapewne powstrzymały one represje w Bitynii i Poncie. Jednak na dłuższą metę postanowienia Trajana czy Hadriana stawiały chrześcijan w bardzo niepewnej sytuacji. Z jednej bowiem strony cesarze, chociaż uznawali, iż samo bycie chrześcijaninem jest godne najwyższej kary, zachowywali postawę nie agresywną. Za nimi również namiestnicy i urzędnicy w prowincjach byli gotowi przymykać oczy na rosnące pod ich bokiem chrześcijańskie wspólnoty. Zawsze bowiem mogli się powołać, że cesarze nie zalecali ich wyszukiwania i ścigania. Ale zdawano sobie wśród chrześcijan sprawę, na co zwracał uwagę Tertulian, że wystarczyły donosy i oskarżyciele, by zburzyć niejednokrotnie długoletni spokój i rozpętać prześladowanie. Stąd sytuacja chrześcijan w różnych prowincjach mogła być w tym samym czasie zupełnie odmienna. W znacznej mierze zależała ona od stosunku do nich miejscowego przedstawiciela władzy, a też od sytuacji na danym obszarze, jak i całego państwa. A tymczasem od połowy II stulecia pogarszała się ona coraz bardziej, a Imperium Rzymskie zaczynało odczuwać pierwsze symptomy wielkiego kryzysu.

Marek Aureliusz

Panowanie cesarzy Hadriana [117-138] i Antonina Piusa [138-161] już starożytni chrześcijanie uznawali jako wyjątkowo spokojne. Zdarzały się oczywiście lokalne wybuchy nienawiści tłumów i pewne ofiary. Za czasów Antonina Piusa miał zginąć biskup Poli-karp ze Smyrny, który stawiony na stadionie przed rozwścieczonymi tłumami na nalegania prokonsula by przysiągł na dawnych bogów i złorzeczył Chrystusowi, a uratuje swoje życie, odpowiedział: „Osiemdziesiąt sześć lat Mu służę, a nic złego mi nie uczynił. Jakże mógłbym lżyć mojego Króla, który mnie zbawił?”. Całkiem jednak możliwe, że wydarzenia te miały miejsce dopiero za rządów jego następcy. Najsroższe prześladowanie, jakiego doznali w tym okresie chrześcijanie przyszło ze strony Żydów podczas ich wielkiego powstania w Palestynie przeciw Rzymia-nom w latach 132-135. Na ich czele stanął Bar Kochba, który podawał się za Mesjasza, a wielu Żydów po początkowych jego sukcesach nad Rzymianami uznało go za niego, wraz ze słynnym rabbim Akibą. Jako Mesjasz, Bar Kochba nie mógł znieść na opanowanym przez siebie obszarze tych, którzy Mesjasza widzieli w Jezusie z Nazaretu. Poddano wtedy srogim męczarniom i zamordowano wielu chrześcijan, którzy nie chcieli zaprzeć się Jezusa Chrystusa i bluźnić Mu (Euzebiusz, ks. IV, 8).
Przełom przyniosło panowanie cesarza Marka Aureliusza [161-180]. Położenie państwa bardzo się pogorszyło, co na swojej skórze szybko odczuła ludność. Grozę wzbudzała przywleczona ze Wschodu straszliwa zaraza, która dziesiątkowała mieszkańców wielkich miast. Runęło także poczucie powszechnego bezpieczeństwa, gdyż potężna fala ludów germańskich i sarmackich przerwała granicę na Dunaju i dotarła do północnej Italii, której ziemie od wieków nie widziały obcego najeźdźcy. Jednocześnie wystąpiły klęski głodu i rujnujące trzęsienia ziemi, a w Rzymie doszło do straszliwego wylewu Tybru. Podobnie jak sto lat wcześniej za Nerona i tym razem szukano kozła ofiarnego. Stawali się nim najczęściej chrześcijanie, którzy byli już powszechnie znani i wzbudzali zainteresowanie, a w dodatku lęk swoją potężniejącą organizacją i liczbą. Na nich spadało coraz powszechniejsze wówczas oskarżenie o ateizm, a zatem obrazę bogów, którzy odwróciwszy się od państwa pozbawili go swojej dotychczasowej opieki. Dla opinii publicznej chrześcijanie stawali się więc sprawcami wszelkich nieszczęść, a zatem godnymi jak najsroższego ukarania. Kościół dostrzegał to nastawienie tłumów, a najlepiej ujął je piszący pół wieku później Tertulian: „Jeśli Tyber zaleje mury miejskie, jeśli Nil nie wylewa na pola, jeśli niebo stanie i nie daje deszczu, jeśli ziemia się trzęsie, jeśli głód, jeśli zaraza, zaraz słychać okrzyki: Chrześcijanie lwom!” [Tertulian, Apologetyk, XL,1]

Sam Marek Aureliusz też nie był najlepszego zdania o chrześcijanach. Nie inicjował jednak żadnych działań przeciwko nim, ale w trudnej sytuacji, gdy agresywność podrażnionych tłumów oczekujących stosownych kar stawała się coraz częściej widoczna, musiał się godzić na politykę o wiele bardziej represyjną niż ta prowadzona przez jego poprzedników. Późne, bo z końca IV w. źródło chrześcijańskie Vita Abercii widzi w Marku Aureliuszu autora edyktu nakazującego składanie w całym państwie publicznych ofiar. Przekaz jest jednak wątpliwy, a dodatkowo należy dostrzec, że nie był on skierowany przeciwko chrześcijanom. W chwili ciężkiego kryzysu nakazano ludności dopełnienia obrzędów religijnych w zamiarze przebłagania bogów. To zaś prowadziło do ostrego wyodrębnienia chrześcijan w miejscowych ośrodkach jako tych, którzy nie uznawali wiekowych obyczajów i nie angażują się w sprawy państwa. Takie sytuacje musiały niejednokrotnie budzić wzburzenie pogańskiej ludności i prowadzić do wystąpień i wnoszenia oskarżeń przeciwko nim. Na skutek takie-go oskarżenia wniesionego przez filozofa pogańskiego Krescenta zginął w Rzymie, skazany przez sąd prefekta miasta, chrześcijański filozof Justyn. Echem tych wydarzeń może być przekaz Euzebiusza z Cezarei (ks. IV, 26) cytującego słowa apologety Melitona, że szczególnie dotkliwie wyznawcy Chrystusa odczuli „nowe postanowienie” skierowane przeciwko nim. Uważne wczytanie się w cytowane słowa wskazuje, że nie chodzi o jakiś edykt cesarski, lecz o postanowienia namiestników, które z pewnością miały akceptację władcy.

Prześladowanie w Lugdunum

Euzebiusz przekazuje nam wzmianki o wybuchających prześladowaniach. Szczególnie skoncentrował się na największym z nich, które wybuchło w 177 r. w Lugdunum w Galii (dzisiejszy Lyon we Francji). Czerpał wiadomości z relacji przesłanej przez tamtejszych chrześcijan do zborów w Azji (ks. V, 1). I w tym mieście wszystko zaczęło się od narastania powszechnej niechęci wobec chrześcijan, którzy rekrutowali się głównie spośród ludności napływowej i nie posiadającej rzymskiego obywatelstwa. Początkowo chrześcijanom zakazano wstępu do obiektów publicznych, a w końcu rozjuszony tłum porwał niektórych z nich i na rynku poddano ich publicznemu i brutalnemu przesłuchaniu. Wyznających Chrystusa uwięziono, a przybyły w parę dni później namiestnik zatwierdził to postępowanie i zarządził dalsze wyszukiwanie chrześcijan. Zatrzymanych torturowano, wielu zamęczono w więzieniu. Zginął wtedy dziewięćdziesięcioletni biskup Potyn, który na pytanie namiestnika o to, kto jest Bogiem chrześcijan, odpowiedział: „Jeśli będziesz godzien, poznasz Go”. Niektórzy, przestraszeni tym, co się działo wypierali się wiary, ale i tak im to nie pomogło, gdyż zostali zatrzymani jako zbrodniarze. Stało się tak na skutek wymuszonych na torturach zeznań pogańskich niewolników, którzy potwierdzili krążące oszczerstwa i oskarżyli swoich chrześcijańskich panów o ludożerstwo i kazirodztwo. To przekonało dotąd wahających się w swoich opiniach o chrześcijanach, a też tych, którzy byli z nimi powiązani więzami rodzinnymi. Na nic zdały się próby tłumaczeń ze strony niektórych uwięzionych, że nie czynią nic złego. Namiestnik pozostawał głuchy na te wywody, ale tylko stawiał pytanie oskarżonemu, czy jest chrześcijaninem. Gdy otrzymywał odpowiedź potwierdzającą, skazywał go na śmierć. W końcu wystosował pytanie do cesarza w sprawie postępowania z zatrzymanymi obywatelami rzymskimi. Marek Aureliusz, nie wierzący w zarzucane wyznawcom Chrystusa zbrodnie, odpowiedział podobnie jak wcześniej cesarz Trajan: ukarać tych, którzy trzymają się chrześcijaństwa, a odstępców wypuścić.

Los uwięzionych chrześcijan dopełnił się podczas sierpniowych uroczystości religijnych w Lugdunum. Wyprowadzonym do teatru obywatelom rzymskim pościnano głowy, zaś pozostałych poddano długim torturom, po czym rzucono na pożarcie dzikim zwierzętom.

Od czasów Nerona chrześcijanie nie przeżyli tak strasznych prześladowań. Wryły się one im głęboko w pamięć. Jednak znaczna część wiernych z tego miasta przeżyła, gdyż od nich wyszedł opis powyższych wydarzeń. Tłum nasycił się krwią rzuconych im przez władzę chrześcijan, nastroje się uspokoiły. A o to najbardziej chodziło urzędnikom rzymskim.

Zmienne koleje

Wybuchy prześladowań zdarzały się na samym początku panowania syna Marka Aureliusza, Kommodusa [180-192]. W mieście Scillium zginęło dwanaścioro chrześcijan. Potem położenie chrześcijan znacznie się poprawiło, gdyż cesarz nie interesował się sprawami państwa, a i na granicach zapanował spokój. Dodatkowo cesarska żona Marcja była chrześcijanką i swoimi wpływami potrafiła ulżyć doli współ-braci tak, że nawet doprowadziła do uzyskania ułaskawienia dla wielu zesłanych do kopalń. Euzebiusz wspomina nawet (ks. V, 21), że cesarskie rozporządzenie groziło śmiercią donoszącym na chrześcijan. Spotkało to z wyroku sądu w Rzymie donosiciela, który zadenuncjował uczonego chrześcijanina Apoloniusza. Samego oskarżonego nie zdołano nawet przed senatem nakłonić do wyparcia się wiary. Nie bardzo wiedziano, co z nim zrobić, a w końcu ścięto go na podstawie dawnych rozporządzeń cesarskich o karaniu śmiercią tych chrześcijan, którzy nie zechcą wyrzec się swoich przekonań.

Rządy dynastii Sewerów [193-235] należy też zaliczyć do raczej spokojnych czasów w dziejach starożytnego Kościoła, i tak je zapamiętała ówczesna tradycja. Cesarze tej dynastii nie mieli określonej polityki religijnej. Pierwszy z tych cesarzy, Septymiusz Sewer darzył nawet chrześcijan sympatią, gdyż opowiedzieli się oni po jego stronie w czasie walk o władzę. Według bardzo późnego źródła, miał jednak później w 202 r., zaniepokojony liczebnym ich rozwojem, wydać edykt zabraniający nawracania na chrześcijaństwo i judaizm. Nie potępiał tych religii ani nie rozpoczynał prześladowań, nie uderzał w osoby już będące chrześcijanami, a tylko w te, które nimi chciałyby zostać. Edyktu jednak nie stosowano zbyt gorliwie, a wraz z śmiercią cesarza po-szedł on w zapomnienie. Szczególną sympatią darzył chrześcijan Aleksander Sewer [222-235]. On sam i jego rodzina mieli żywe z nimi kontakty, a Kościół w jego czasach przeżywał okres wielkiego rozkwitu, ale ich religię i Jezusa Chrystusa traktowali, choć z szacunkiem, to jednak jako jeszcze jedną z wielu religii w swojej synkretycznej pobożności. Sam cesarz, słynący z łagodności, miał podobno w swojej prywatnej kaplicy posągi Orfeusza, Apoloniusza z Tiany a obok nich Abrahama i Jezusa. Euzebiusz przechował w pamięci także to, że rodzina cesarska miała przez pewien czas żywy kontakt z słynnym chrześcijańskim nauczycielem Orygenesem z Aleksandrii. Gdzieniegdzie i w tej epoce dochodziło do prześladowań. W Kartaginie jakiś czas srożył się znany dzięki Tertulianowi okrutny namiestnik Skapula, a w Aleksandrii w Egipcie doszło do represji wobec tamtejszej słynnej szkoły katechetycznej, podczas których zginął ojciec Orygenesa.

Spokój został naruszony przez Maksymina Traka [235-238], który po zamordowaniu Aleksandra Sewera srożył się wobec jego zwolenników. Uderzył też w chrześcijan, których za takowych mógł uważać, ale tylko w zwierzchników kościelnych, jako nauczających Ewangelii. Nie były to wielkie prześladowania. Wiemy tylko, że z Rzymu wygnano do kopalń na Sardynii dwóch zwalczających się pretendentów do urzędu biskupiego w tym mieście, Poncjana i Hipolita. W ciężkich warunkach zesłania pogodzili się i szybko zakończyli życie. Do poważnych prześladowań doszło w Kapadocji, ale był to wynik nagłego wybuchu wrogości tłumów po katastrofalnym trzęsieniu ziemi. Za jego następców nastały lata pokoju, a cesarz Filip Arab [244-249] uchodził nawet za chrześcijanina.

Koniec części drugiej.

 

Statystyki

Użytkowników : 771
Artykułów : 2300
Zakładki : 1
Odsłon : 4861852

Kto jest online

Naszą witrynę przegląda teraz 300 gości