napis.png
    English English    
     
S... jak średniowieczne nawrócenie Europy (cz.IV) PDF Drukuj Email
Krzysztof Kossarzecki   
07 listopada 2004

Mnich nie dawał tak łatwo za wygraną. Domagał się, by zapalili jakiś dom, wrzucili go w ogień, a zapowiadał, że na dowód prawdziwości swojej wiary, wyjdzie żywo (…) Bernard porwał za topór i zaczął ścinać święty posąg. Oburzeni tym Wolinianie pobili go, wsadzili przemocą na statek i odesłali ze swojej ziemi, proponując Bernardowi, że jeśli tak bardzo chce głosić kazania, to niech to czyni rybom i ptakom morskim.

Oporni Słowianie
Koniec wieku X przyniósł w zasadzie koniec chrystianizacji państw europejskich. Pozostały jednak na kontynencie dość rozległe enklawy pogaństwa. Z polskiego punktu widzenia najbliższymi poganami byli Prusowie i Jaćwięgowie na ziemiach dzisiejszych Mazur i Warmii, a dalej Litwini, Kurowie, Estowie na wschodnich wybrzeżach Bałtyku. Niepewna także była postawa plemion zachodniego Pomorza, które, gdy dostawały się pod władzę Polski, przyjmowały chrześcijaństwo, gdy z niej się wyzwalały, zaraz wracały do dawnych kultów. Poganami pozostawały nadal plemiona słowiańskie z północnego Połabia mieszkające pomiędzy dolną Łabą a dolną Odrą. Chodzi tu o szereg drobnych ludów nazywanych ogólnie Obodrzycami i Wieletami (Lucicami). Ich południowi słowiańscy sąsiedzi zostali już w poł. X w. podbici przez Niemców, schrystianizowani, a z czasem zupełnie wynarodowieni. Natomiast Słowianie z północnego Połabia okazali się niezmiernie trudnym przeciwnikiem, który opornie odrzucał wszelkie próby misji chrześcijańskiej. W ówczesnych czasach za rzecz jak najbardziej słuszną uważano dopomożenie opornym poganom w dziele zbawienia ich dusz poprzez przymuszenie ogniem i mieczem. Prący na Wschód władcy niemieccy zdołali w połowie X w. narzucić im pewną formę zależności. W celu utrzymania i wzmocnienia swojej pozycji na tych ziemiach cesarz Otton I postanowił zbudować tam silną organizację kościelną. Po wielu staraniach udało mu się w 968 r. erygować arcybiskupstwo w Magdeburgu nad Łabą i podporządkować mu założone na tych ziemiach 20 lat wcześniej biskupstwa. Nadzieja na dalszą chrystianizację Obodrzyców, a zwłaszcza Wieletów prysła w 983 r., gdy potężne powstanie tych plemion wraz z reakcją pogańską zmiotło panowanie niemieckie i chrześcijaństwo z tych ziem. Na nic się zdały organizowane jeszcze za Mieszka I i Bolesława Chrobrego wspólne niemiecko-polskie wyprawy. Opór zaciekle broniących swej niezależności Słowian był nie do przełamania. Szczególnie wyróżniały się w tym plemiona zgrupowane w Związku Wieleckim, kierowane przez kapłanów Swarożyca, fanatycznie przywiązane do pogaństwa i archaicznego ustroju. Wyrosły one wręcz na symbol arcypogańskiego ludu Europy, co jednak nie przeszkadzało arcychrześcijańskiemu cesarzowi Henrykowi II wchodzić z nimi w sojusze przeciwko Polsce. W ciągu XI w. plemiona te zachowały niezależność. Chrystianizacji Obodrzyców podjął się z własnej woli ich chrześcijański król Gotszalk, panujący nad nimi od 1043 r. Jego działalność zaczęła przynosić spore sukcesy. Ówcześni niemieccy kronikarze, Adam z Bremy i Helmold z Bozowa narzekali tylko na postawę feudałów saskich, którzy nie mieli zainteresowania dla sprawy nawracania Słowian Połabskich, nad które zawsze przekładali chciwe pożądanie zysku wymuszonego na poganach. Prowadzone dzieło zakończyło się katastrofą w 1066 r. Przeciwko królowi wystąpił Związek Wielecki. Obalono go i zamordowano, a wraz nim wielu duchownych, z których jednych złożono na ofiarę pogańskim bóstwom, innym po męczarniach odrąbywano ręce i nogi zostawiając na powolną śmierć. Nastąpił powrót pogaństwa.

Chciwi chrześcijanie
Sytuacja zmieniła się wraz z wygaszeniem wewnętrznych walk w Cesarstwie w latach dwudziestych XII w. Państwo niemieckie i Kościół przystąpiły do energicznej rozprawy z połabskimi poganami. Pierwsze wyprawy ruszające w ogniu ówczesnego zapału krucjatowego rozbiły się o mężny opór Obodrzyców. Dopiero od 1160 r. bezwzględnymi środkami prowadzone działania wojenne przez księcia saskiego Henryka Lwa doprowadziły do opanowania ziem połabskich. Mniej więcej w tym samym czasie inni margrabiowie niemieccy opanowali resztki słowiańskich ziem na zachód od Odry, tworząc na nich podwaliny Marchii Brandenburskiej. Przez kilka lat utrzymał się bastion na wyspie Rugii. Ufano w opiekę potężnego boga Świętowita. Jednak i ta ostatnia ostoja pogańskiej połabszczyzny została zlikwidowana w 1168 r.
Zadziwiać nas może tak desperacki opór niewielkich przecież plemion wobec chrześcijaństwa. Jednak już wielu niemieckich duchownych z oburzeniem dostrzegało, że wszelkie próby zjednania sobie tych Słowian były niweczone przez niesłychaną chciwość chrześcijańskich feudałów, którzy uciskali poddających się pogan. Dobrze to wyjaśnił Helmoldowi jeden z ostatnich obodrzyckich książąt, Przybysław: „Słowa twoje, czcigodny biskupie, są słowami Boga i właściwe dla naszego zbawienia. W jaki jednak sposób wejdziemy na tę drogę, uwikłani w takim ogromie zła? Byś mógł zrozumieć nasze utrapienie, wysłuchaj cierpliwie moich słów (...). Wasi bowiem książęta z taką surowością nas łupią, że z powodu danin i najtwardszego poddaństwa nam lepsza jest śmierć niż żywot”.

Hiszpan misjonarzem Pomorzan
W I poł. XII w. doprowadzono także do chrystianizacji Pomorza. Już w czasach Mieszka I zostało ono włączone w skład państwa polskiego, a Bolesław Chrobry utworzył nawet dla Pomorzan biskupstwo w Kołobrzegu. Chrześcijaństwo było tam jednak bardzo słabe i wraz z kryzysem Polski w latach trzydziestych XI w. wyzwoliło się spod jej dominacji, odrzucając też i chrześcijaństwo. Biskupstwo w Kołobrzegu przestało istnieć. Zostało ono na nowo podbite przez księcia polskiego Bolesława Krzywoustego (1102-1138). Rozumiał on dobrze, że chrystianizacja tutejszych pogan jest jego obowiązkiem, jako chrześcijańskiego władcy, ale też wiedział, że jest to jeden z najlepszych sposobów na ściślejsze związanie tej krainy z Polską. Na początek podjął dzieło organizacji Kościoła na Pomorzu, prosił o pomoc papieża, a też o przysłanie misjonarzy. Wśród przybyłych był pewien biskup hiszpański o imieniu Bernard. Porzucił on tę godność, by wieść życie pustelnicze, a uniesiony zapałem misyjnym ruszył do Polski oferując się Bolesławowi jako misjonarz na Pomorzu. Bernard wyznawał jednak ascetyczną regułę i stanął przed księciem w łachmanach i bez butów. Nie bardzo wiedzący jak się do tego odnieść książę pozwolił mu jednak rozpocząć pracę. Misjonarz z miejsca ruszył do mieszkańców bardzo bogatego Wolina i już na początek został przez nich wydrwiony i wyśmiany. Zobaczmy, jak opisuje to kronikarz: „Mieszkańcy zaś z samego ubioru lekceważąc go, jako że tylko według wyglądu sądzić umieli, wypytują, kim jest i kto go wysłał. A on wyznaje, że jest sługą Boga prawdziwego, Stwórcy nieba i ziemi, i że został przezeń posłany, aby ich z błędu bałwochwalstwa na drogę prawdy sprowadził. Oni zaś oburzeni mówią: Jakżeż możemy wierzyć, żeś ty zwiastunem Boga Najwyższego, skoro on chwalebny jest i wielkiego bogactwa pełen, ty zaś wzgardy godny i ubogi, że nawet obuwia mieć nie możesz? Nie przyjmiemy cię, ani słuchać nie będziemy. Najwyższy bowiem Bóg nigdy by tak nikczemnego posła do nas nie skierował, ale jeśli naprawdę chce naszego nawrócenia, przez odpowiedniego i godnego swej władzy sługę nas odwiedzi. Ty zaś, jeżeli swoje życie cało chcesz unieść, jako najspieszniej wracaj, skądeś przybył i nie opowiadaj, żeś posłany dla sprawy Boga Najwyższego, gdyż po to jedynie, by ulżyć swojej niedoli żebraczej, tutaj przybyłeś”.

Mnich nie dawał tak łatwo za wygraną. Domagał się, by zapalili jakiś dom, wrzucili go w ogień, a zapowiadał, że na dowód prawdziwości swojej wiary wyjdzie żywo. Nie chciano tego uczynić i postanowiono go deportować. Podnosiły się głosy, by go zabić, ale lękano się zemsty Krzywoustego. Nie zrażony tym Bernard porwał za topór i zaczął ścinać święty posąg. Oburzeni tym Wolinianie pobili go, wsadzili przemocą na statek i odesłali ze swojej ziemi, proponując Bernardowi, że jeśli tak bardzo chce głosić kazania, to niech to czyni rybom i ptakom morskim.

Krótka misja Wojciecha
Po tym niepowodzeniu książę polski do pracy misyjnej postanowił zaangażować biskupa Bambergu, Ottona. Biskupstwo to było od dawna znane w Polsce, a i sam biskup przebywał już wcześniej w tym kraju. W 1124 r. przybył do Polski i niedługo potem rozpoczął w otoczeniu wspaniałej świty zbrojnych Krzywoustego misję na zachodnim Pomorzu. Rozwijała się ona dość pomyślnie, ale utknęła w Wolinie. Tu doznał zniewag i szyderstw, a Wolinianie zapowiedzieli, że jeśli uda mu się nawrócić mieszkańców Szczecina, to i oni pójdą za ich przykładem. W mieście tym było sporo chrześcijan i to z najlepszych rodów. Dodatkowo Otton przedstawił wolę Krzywoustego, by poddali się we wszystkim biskupowi, a doznają wielu ulg w wysokości trybutu. W przeciwnym razie zapowiadał wyprawę represyjną. Pamiętano czasy walk z księciem polskim i ten „ewangelizacyjny” argument bardzo przemówił do Szczecinian. Nastąpiło niszczenie pogańskich świątyń i posągów bożków, następnie dokonywano masowych chrztów. W wyniku tego sukcesu uległ Wolin i inne miejscowości. W lutym 1125 r. Otto udał się do Bambergu. W trzy lata później musiał wracać, gdyż na Pomorzu doszło do odrzucenia chrześcijaństwa. Ponownie wsparty przez zbrojnych polskich dokonał powtórnej chrystianizacji tych ziem. Nie zdołano za życia Krzywoustego zorganizować zachodniopomorskiego biskupstwa należącego do gnieźnieńskiej metropolii. Ostatecznie powstało w 1140 r. biskupstwo w Kamieniu Pomorskim bezpośrednio podległe papieżowi. 

Inaczej miały się potoczyć losy bałtyjskich Prusów i Jaćwięgów. Byli oni kłopotliwymi sąsiadami Polski i w interesie jej władców było, by jak najszybciej poddać ich swemu zwierzchnictwu. Gdy niespodziewanie w początkach 997 r. zjawił się w Gnieźnie biskup praski Wojciech z zamiarem misji wśród tych ludów, Bolesław Chrobry z miejsca poparł jego zamiary. Przez Gdańsk udał się wraz z towarzyszami statkiem do ziem pruskich. Wydarzenia na ziemi pruskiej rozegrały się w drugiej połowie kwietnia 997 r. Zaraz po wylądowaniu Wojciech spotkał się z wrogą postawą tubylców. Nie zamierzali oni zabić Wojciecha, obawiali się go zapewne jako wysłannika wrogiego im władcy Polski. W brutalny sposób kazali mu wynosić się z ich ziemi. Jednak przebywał tam nadal i stanął chyba następnego dnia przed większym zgromadzeniem Prusów. Misjonarzom zagrożono śmiercią, jeśli tej nocy nie odjadą. Wsadzono ich do łódki i odprawiono. Wojciech jednak po pięciu dniach powrócił. Został osaczony przez gromadę rozjuszonych pogan, którzy wykrzykiwali, że marne zbiory są efektem ich przybycia i gniewu miejscowych bogów. Niespodziewanie jeden z Prusów przebił oszczepem Wojciecha, inni go dobili. Po czym mieli poćwiartować jego ciało. Ciekawe, że jego towarzyszy puścili wolno.

W kilkanaście lat po Wojciechu próbę ewangelizacji tych ziem podjął jego przyjaciel i Bolesława Chrobrego, Bruno z Kwerfurtu. Pochodząc z arystokratycznego saskiego rodu miał wspaniałe widoki kariery kościelnej u boku cesarza. Poruszony męczeńską śmiercią Wojciecha postanowił z niej zrezygnować, a oddać się pracy misyjnej. Po pobycie we Włoszech i uzyskaniu papieskiej zgody na podjęcie misji zamierzał udać się do Polski, ale przeszkodziła temu tocząca się od 1003 r. wojna Niemiec z Polską. Wobec tego udał się przez Węgry i kijowskie państwo Włodzimierza z misją do koczujących na ukraińskich nadczarnomorskich stepach Pieczyngów. Próbował go przed tym powstrzymać książę Włodzimierz obawiając się o los misjonarza. Ten jednak nie ustąpił. W liście do władcy Niemiec Henryka II opisał, że początkowo został srogo potraktowany przez Pieczyngów, ale później doszło do zmiany ich nastawienia i tak wielu nawróceń, że ustanowił im biskupa. Nic o takim biskupie nie wiemy ani o dalszych losach chrześcijaństwa wśród tego ludu. W kolejnych latach przebywał na dworze Bolesława Chrobrego i podjął się misji na pograniczu Prus i Rusi, zapewne wśród Jaćwięgów. Gdy zaczął tam głosić naukę chrześcijańską został pojmany i ścięty wraz z osiemnastoma towarzyszami. Stało się to 9 marca 1009 r. Ich ciała, podobnie jak wcześniej Wojciecha, wykupił Bolesław Chrobry.

Wojskowa chrystianizacja Bałtów
Los pogańskich Prusów i Jaćwięgów dopełnił się w XIII w. Nie stworzyli oni nigdy struktur państwowych. Byli jednak na przełomie XII i XIII w. niezmiernie uciążliwi dla pogranicza polskiego. Walczący ze sobą polscy książęta nie byli w stanie ich powstrzymać, a tym bardziej ujarzmić. Niczego, co by rokowało nadzieje na szybką chrystianizację Prusów, nie przyniosły wysiłki biskupa Chrystiana w okresie poprzedzającym przybycie Krzyżaków. W 1226 r. książę mazowiecki Konrad zdecydował się zaprosić rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwanego w Polsce Krzyżackim, by ci podjęli walkę z tymi poganami i misję wśród nich. Posuwając się od dolnej Wisły, budując warowne zamki, wspomagani przez Polaków i rycerstwo zachodniej Europy zdołali Krzyżacy do końca XIII w. ujarzmić Prusów i Jaćwięgów, chrystianizując i wchłaniając z czasem ich resztki. 

Z końca XI w. mamy pierwsze pewne wzmianki o zaistnieniu Kościoła na wschodnim wybrzeżu Bałtyku zamieszkałym przez plemiona bałtyjskie i fińskie. W kolejnym stuleciu wzmogło się zainteresowanie tymi terenami ze strony Danii i Niemiec. W 1155 r. miała ruszyć do Finlandii szwedzka wyprawa krzyżowa. Uczestniczący w niej biskup Uppsali Henryk miał podobno ochrzcić wielu tubylców. Niewiele jednak o tej akcji wiemy, zapewne ograniczyć się ona musiała do południowych regionów tego kraju. Z tego okresu mamy też wzmianki o misjonarzach próbujących nawracać Estów i Łotyszy. Był to Fulko, wyświęcony nawet w 1167 na biskupa Estów, a pod koniec tego stulecia Meinhard z klasztoru w Segebergu w Holsztynie. Z uwagi na dalekie położenie tych ziem od państw chrześcijańskiej zachodniej Europy misjonarze ci musieli działać bez wsparcia władzy świeckiej. Meinhard podjął w 1182 r. pracę wśród fińskich Liwów na ziemiach dzisiejszej Łotwy. Zbudował tam w wiosce Üxküll nad Dźwiną mały kościółek, a w 1188 r. papież podniósł go do rangi biskupstwa. Liwowie mieli okazać się jednak wiarołomni. Dla doraźnych korzyści udawali, że przyjmują naukę chrześcijańską, a potem ją porzucali. Obawiali się tylko najścia wojsk niemieckich lub duńskich i z tego powodu nie chcieli później wypuścić z swego kraju kompletnie zniechęconego Meinharda. Udało mu się jednak umknąć na początku lat dziewięćdziesiątych. Jego następca na biskupstwie, Bertold nie był już zwolennikiem tylko pokojowego sposobu nawracania. Przybył nad Dźwinę z zastępem wojska i rozbił opornych Liwów, sam jednak poniósł śmierć walcząc zapamiętale w pierwszym szeregu. Jego następca, Albert, kanonik z Bremy wyznawał już tylko nawracanie przede wszystkim mieczem. W 1201 r. wraz z bogatymi obywatelami niemieckiej Lubeki założył Rygę i rozpoczął podbój wschodnich wybrzeży Bałtyku. Marzeniem Alberta było stworzenie tam państwa kościelnego. Do podboju tych ziem miał służyć założony w 1202 r. Zakon Rycerski Kawalerów Mieczowych, rekrutujący się głównie z zubożałego rycerstwa niemieckiego, które na tych ziemiach szukało sobie lepszych warunków życia. W ciągu pierwszej połowy XIII w. opanowano ziemie dzisiejszej Łotwy i Estonii i zetknięto się na wschodzie z książętami ruskimi a na południu z Litwinami, którzy zadali Kawalerom Mieczowym pod Szawlami w 1236 r. wielką klęskę. W jej wyniku Kawalerowie połączyli się z prącymi od południa Krzyżakami. Wspólna próba uderzenia na Ruś zakończyła się straszną klęską w 1242 r. na zamarzniętym jeziorze Pejpus. Powstrzymało to ekspansję krzyżacką, natomiast dotąd opanowane ziemie nadbałtyckie poddano przymusowej chrystianizacji. 

Na koniec - Litwa 
Ostatnim bastionem pogaństwa w wśród ziem chrześcijańskich pozostała Litwa, przeciw której już od końca XIII w. ruszyły coraz dalej sięgające wyprawy krzyżackie. Niezmiernie nasiliły się one w XIV w. Sięgały Wilna, Trok i nawet Nowogródka. Ogromne państwo litewskie nie było w stanie na dłuższą metę przeciwstawić się tej agresji. Była ona jednym z najważniejszych powodów decyzji wielkiego księcia litewskiego Jagiełły o unii z Polską, też zagrożonej przez potęgę krzyżacką, i przyjęciu chrztu. Był on postawiony przez panów polskich wraz z chrztem całej Litwy jako warunek, jeśli Jagiełło chciał otrzymać rękę polskiej królowej Jadwigi. Wielki książę wypełnił go i 15 lutego 1386 r. w katedrze krakowskiej wraz z członkami swojej rodziny i dworu przyjął chrzest. Otrzymał wówczas imię chrzestne, Władysław. Rok później, przybywszy na Litwę, rozpoczął szeroką akcję nawracania swoich poddanych na nową wiarę. Pogasił święte znicze, powycinać kazał święte gaje, pozabijać czczone węże i żmije. W Wilnie wydał przywileje pod tworzone biskupstwo w tym mieście. Objeżdżając ziemie litewskie kazał schodzić się ludności i przyjmować chrzest. Wszystko to spotykało się z biadaniem Litwinów, nie śmiejącym jednak wystąpić przeciwko Jagielle. Osłodzić ich smutek miały koszule i inne ubrania przywiezione z Polski, rozdawane ludowi. Szydzili z tego Krzyżacy, którym nawrócenie tego kraju ze strony Polski było niezmiernie nie na rękę, że tym właśnie zwabiano Litwinów do chrztu. Jagiełło przyjął chrzest w obrządku łacińskim. Ogromna większość jego poddanych ruskich była od dawna chrześcijańskiego wyznania, ale w obrządku wschodnim, greckim. Przez bardzo wiele lat koegzystencja obu obrządków w jednym państwie polsko-litewskim nie wadziła nikomu. Problem miał się stać widoczny w dobie kontrreformacji, z tragicznymi w XVII w. skutkami dla Polski.

Na peryferiach Europy
Patrząc na mapę Europy w końcu XIV dostrzeżemy, że prawie cały kontynent został schrystianizowany. Oczywiście nie należy przesadzać i zakreślać dokładne granice. Na jego południu toczyła się nieustanna walka ze światem muzułmańskim. Już w XI w. Normanowie za zgodą papieża wydarli Arabom Sycylię, a w Hiszpanii od paru stuleci trwała nabierająca rozmachu ofensywa przeciwko tamtejszym władcom muzułmańskim, która w 1492 r. doprowadzić miała do likwidacji ostatniego punktu oporu islamu w Grenadzie. Wiek XIV przyniósł jednak narodziny nowej potęgi muzułmańskiej, Turcji Osmańskiej, której wojska już w 1354 r. miały stanąć w Europie i maszerując w szybkim tempie po gruzach Cesarstwa Bizantyjskiego i zwalczających się państw bałkańskich zagarnąć całe Bałkany, na długie stulecia ustanawiając tam przewagę półksiężyca nad krzyżem. 

Na wschodzie kontynentu prawdziwym ciosem dla ruskiego chrześcijaństwa była inwazja mongolska w XIII w. Na szczęście uciążliwe zwierzchnictwo Mongołów słabło wraz z szybkim zanikiem siły ich ogromnych państw. Dotyczyło to zwłaszcza wzrastającej w potęgę Moskwy, która rozwijała się także jako coraz prężniejszy ośrodek kościelny prawosławia. Warto tu więc wspomnieć o misji prowadzonej przez ruski Kościół prawosławny. Nie wykształcił on takiej teologii misyjnej jak Kościół łaciński, ale to nie znaczy, że nie miał swoich misjonarzy. Przykładem niech będzie Stefan, biskup Permu, który był w II poł. XIV w. misjonarzem wśród Zyrian, ludu na ziemiach dzisiejszej Autonomicznej Republiki Komi, której jednym z głównych miast jest Workuta. Ziemie te leżą w północno-wschodnim zakątku Europy. W 1365 r. Stefan rozpoczął naukę w klasztorze w Rostowie (ok. 300 km na północny wschód od Moskwy). Tam poczuł zapał do misji, a wiedział, że mieszkający na wschód i północ Zyrianie tkwią w pogaństwie i bałwochwalstwie. Nauczył się więc ich języka, ułożył alfabet i stworzył pismo w tym języku. W 1379 r. w Moskwie został wyświęcony na kapłana. Niedługo potem udał się do kraju Zorian. Pracę rozpoczął od kazań i chrztów, niszczył też przedmioty kultu pogańskiego, posągi, ścinał święte drzewa, budował kaplice, cerkwie, szkoły, stawiał krzyże. Udało mu się nawrócić kilka osób, ale przez długi czas cierpiał srogie przeciwności ze strony pogańskich kapłanów, którzy grozili mu nawet śmiercią. W końcu doszło do publicznej konfrontacji z jednym z głównych kapłanów, Pamem. Ten zachęcał Stefana, by poddał się próbie ognia i wody (wejścia do rzeki jedną przeręblą, a wyjścia drugą, znacznie oddaloną). Stefan zgodził się na to, ale zapraszał do towarzyszenia sobie również Pama. Gdy ten odmówił, wystąpił przeciwko niemu lud, mając go za oszusta i tchórza i chciał go zabić. Uratował go Stefan i zakończyło się tylko na wygnaniu.

Dalej dzieło chrystianizacji poszło bez przeszkód. W końcu Stefan udał się do Moskwy, by metropolitę włodzimierskiego prosić o wyznaczenie biskupa dla Kraju Permskiego. Metropolita Pimen poparł go, jak i wielki książę moskiewski Dymitr Doński, rozumiejąc znaczenie pracy Stefana nad umocnieniem wpływów Moskwy na tamtych ziemiach. Mianowano więc Stefana biskupem, a na potrzeby tworzącej się organizacji kościelnej książę nadał mu wiele przywilejów. Po tej nominacji wrócił do Zyrian, prowadząc dalszą pracę misyjną. Jednocześnie wznosił cerkwie, schroniska dla biedoty, bronił mieszkańców przed napadami i też przed wyzyskiem ze strony urzędników moskiewskich. W czasach głodu rozdawał swoje zapasy i sprowadzał żywność. Zmarł w 1396 r.

Około stu lat po tych wydarzeniach Wielkie Księstwo Moskiewskie zrzuciło ostatecznie zwierzchność chanów tatarskich i samo przeszło w XVI w. do ofensywy przeciwko nim. Na skutek tego dostały się pod panowanie carów moskiewskich kolejne terytoria leżące na wschodnich rubieżach Europy. Zasiedlała je stopniowo ludność prawosławna, a tym samym dostawały się one pod wpływ Cerkwi prawosławnej. By dopełnić obrazu, należy wskazać, że w XVIII w. władcy Rosji ostatecznie zniszczyli panowanie muzułmańskich Tatarów Krymskich na północnych wybrzeżach Morza Czarnego, a także opanowali ziemie na północ od Kaukazu, poddając je pod względem wyznaniowym pod panowanie Cerkwi prawosławnej.

Koniec

 

Statystyki

Użytkowników : 682
Artykułów : 1699
Zakładki : 1
Odsłon : 3734426

Kto jest online

Naszą witrynę przegląda teraz 19 gości